To krótkie pytanie ma moc wywoływania ożywionych dyskusji w każdym środowisku. Wypróbuj to kiedyś na jakiejś imprezie. Gdy wybuchnie wojna, mogę szybko spakować swoje złoto i wyjechać z kraju…– to jedna z najczęściej powtarzanych opinii. Z całą pewnością w takim stwierdzeniu jest dużo prawdy, a na kartach historii bez większego wysiłku znajdziemy opowieści osób, które dzięki posiadanemu złotu uniknęły tragedii. Przypuszczam jednak, że bardzo wielu osobom – pomimo posiadanego złota – tragedii uniknąć się nie udało. Ich opowieści niestety nie znamy.

Moim zdaniem ewentualna współczesna wojna byłaby zjawiskiem całkowicie odmiennym od naszych wyobrażeń. Na tyle odmiennym, że dyskusje na ten temat warto oddzielić od swoich decyzji inwestycyjnych. Właśnie dlatego myśląc o złocie, staram się uspokoić galopującą wyobraźnię i nie wizualizować transakcji wymiany złota za chleb. I z tego samego powodu w tym artykule pominę wątek posiadania złota na wypadek wojny.

Myśląc o złocie mam raczej w głowie inne zjawiska: dewaluacja waluty, hiperinflacja czy bardzo głęboka recesja. A historia uczy, że w takich okolicznościach złoto „pokazywało moc”.